Zaczęło się banalnie. Spotkałam koleżankę z podstawówki. Ogólnie rzecz biorąc, żadnej koleżanki z podstawówki nie mogłabym określić mianem serdecznej, ale powiedzmy, że ta była najmniej nielubiana. Koleżanka więc światowe życie wiedzie, w stolicy mieszka, pracuje w firmie przeogromnej, dorabia jako fotomodelka. Faceta ma i za mąż chciałaby niebawem wyjść. Ćwierkota i szczebiocze, jakie to życie jak w bajce i wspaniale jej się układa na każdej płaszczyźnie… Cała jest jednym wielkim szczebiotem. Roześmiana, zalotnie zarzuca długimi, idealnie prostymi włosami koloru platynowy blond. I potem pada fundamentalne dla mnie pytanie, jak mi leci. Rozmowa blednie, rzednie, jak piasek przesypują się słowa przez palce. Nie ma o czym mówić. Nie jestem ciekawym tematem.Od dawna nie mam nic do powiedzenia. Coś tu jednak nie styka, bo w takich konfrontacjach to ja zawsze byłam górą, a przynajmniej nigdy nie czułam się tak, jakby ktoś wylał mi na głowę wiadro kapuśniaku. Nienawidzę kapuśniku.
Zaczęło się od tamtego spotkania. Coś we mnie pękło. Głośne kurwa mać rozbiegło się po trzewiach i każdej pieprzonej komórce. Tętniło chwil parę. I jeszcze trochę. Może nawet dni parę. I nagle myśl błyskotliwa się pojawiła. Mam dwie ręce, więc mogę wziąć w nie swój los. Mogę. Unicestwianie nie wychodziło mi najlepiej, więc dlaczego by czegoś nie naprawić? Naprawiam. Zaczęłam subtelnie. Od telefonu. Może się spotkamy? Masz ochotę porozmawiać, bo ja tak… On też miał ochotę. Jedno spotkanie wyszło drętwo. No dobrze. Bywa i tak. Dajmy sobie szansę, może następnym razem nie będziesz taka spięta… Opowiedz mi, co robiłeś beze mnie? Nic, co miałoby jakiś sens. Od słowa do słowa, w głowie mojej rewolucje, w sercu trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów. Powoli dociera do mnie, że straciłam tyle czasu. Czas był nam potrzebny. Bez tego rozstania nigdy nie doceniłbym tego, jak wiele miałem. Mogę mieć? Pozwolisz mi znowu być ze sobą?
Wiedziałam, że się uda. Nawet wtedy, gdy byłam skrajnie smutna. Nawet, gdy wydawało mi się, że nic nie ma sensu, że nie będziemy razem. Nawet wtedy wiedziałam, że się uda. On też to wiedział. Jednak musiałam tego chcieć. Chciałam od samego początku. Musiałam uwierzyć. Wciąż jeszcze nie dowierzam. Mimo wszystko zaryzykowałam. Zaczynamy od nowa. Nie z czystą kartą, bo trochę zdążyliśmy już nabazgrać i nakreślić, ale od nowa. Nie wiem, czy się uda. Obiecuję sobie, że tym razem będę ostatnią z nas dwojga, które odejdzie. Nie wypuszczę takiego skarbu z rąk.
Czuję się teraz dobrze. Po raz pierwszy od wielu miesięcy. Jest mi po prostu fajnie. Jestem teraz tam, gdzie moje miejsce.
